sobota, 12 marca 2016

Chapter III - Skrytobójca

"Dusza nie znałaby tęczy, gdyby oczy nie znały łez."
~John V. Cheney  

Zaraz po lekcji z panem Farazowskim, miały nadejść zajęcia z panią Delanay. Wszyscy jej nienawidzili, każdy miał ku temu inny powód. Mam to gdzieś, nie idę na wykład do tej starej jędzy, Delanay, pomyślała Ayumi i poszła do pokoju. Kiedy weszła, zastała... wszystko kompletnie odmienione. Aż się przeżegnała, po czym padła na kolana. Na ścianie wisiał wielki plakat z Justinem Bieberem, oraz wiele innych rzeczy z nim związanych.
- Czy to zły sen?! - wrzasnęła, zakrywając oczy dłońmi. Podeszła do ściany i zdarła ów plakat, po czym wyrzuciła go za okno.
- Hej, co robisz! - krzyknęła Roza, podbiegając do niej. - Lecisz tam! No leć po niego! 
- Pogięło Cię? Ja też mieszkam w tym pokoju! Nie chcę tu żadnych Dżastinów Biberów! - zaczęły się gromić wzrokiem. To była zacięta walka, ale Rozalia wygrała. - Niech Ci będzie, powypychaj sobie tymi plakatami szafę.
- Dobrze, ale teraz zejdź po mój ulubiony plakat na dół! - z dziką radością podbiegła do szafy i ją otworzyła z hukiem. Ayumi westchnęła i wyszła z zamiarem pójścia po plakat. Gdy już była w ogrodzie i się schyliła, ktoś mocno złapał ją za szyję. Zaczęła się krztusić. Mocno kopnęła ową osobę w krocze. Gdy się odwróciła, już nikogo nie było.
- Straciłam czujność.. nie mogę tutaj nikomu ufać - zgarnęła plakat i wbiegła do budynku.

- Iris, dlaczego Cię wydalają? - spytała niemalże płaczliwym głosem Violetta.
- Ktoś mnie wrobił w zabójstwo.. - odparła, chwytając fioletowowłosą za brodę. - A co?
- N-Nic..
- Jeszcze jedno. Nie jedz tych ciastek. Poza tym, nie ufaj tutaj nikomu.. o ile chcesz żyć - powiedziała, po czym wstała z krzesła, otrzepując się i przy tym wychodząc z pomieszczenia.
Na zewnątrz już czekał na nią tajemniczy, czarny samochód. Weszła do niego i odjechała. Violetta zacisnęła pięści i pobiegła do pokoju.

Ayumi wróciła do Rozalii z wcześniej wywalonym przez nią plakatem "Dżastina Bibera". Zrezygnowana, dała go białowłosej, po czym włożyła słuchawki do uszu i się położyła. Wnet poczuła, że ktoś nad nią stoi i zdziera gardło. Wyjęła jedną słuchawkę i spojrzała na rozwścieczoną Rozę, która opłakiwała plamkę na plakacie piosenkarza.
- Jak mogłaś mu to zrobić?! - wrzasnęła płaczliwie, wtulając w siebie ów papier.
- Daj już spokój.. to tylko głupi plakat. Poza tym, nie pogniewałabym się, gdyby na świecie zabrakło tego ćpuna - odparła, już wiedząc, na co się naraziła. Rozalia mocno zacisnęła pięści, już z zamiarem posłania Ayumi mocnej riposty, gdy nagle upadła.
- Co się stało? - czarnowłosa zerwała się z miejsca, rzucając na bok telefon. Pomimo wszystko, polubiła Rozalię, chociaż nie chciała tego okazywać. Położyła jej głowę na swoich kolanach i zgarnęła na bok włosy. Jej oczy się zaszkliły.
- Nie wiem.. strasznie rozbolał mnie brzuch - odpowiedziała bardzo cichym tonem Roza, trzymając się za obolałe miejsce.
- Chwila.. byłaś dzisiaj na stołówce? - spytała Ayu, marszcząc brwi. Właśnie na coś wpadła.
- Tak. Jedzenie smakowało jakoś dziwnie, ale wcale nie było takie złe - ciemnooka dotknęła czoła koleżanki, po czym powiedziała, żeby położyła się na łóżku i odpoczęła. Gdy Rozalia wykonała tę czynność, Ayumi wybiegła z pomieszczenia, rzucając jedynie krótkie "Zaraz wrócę". Wiedziała, o co może chodzić. Iris pierwszego dnia, przyniosła wszystkim ciastka. Niestety, wszyscy mordercy poza jedną Violettą wyrzucili podarunki od rudowłosej, nie kryjąc się z tym. Dobrze zrobili. Dziewczyna po prostu znała się na trutkach i chciała wszystkich otruć od razu, zdając czarną klasę. Niestety, ktoś wrobił ją w zabójstwo i nie miała czasu myśleć nad tym, kto to zrobił. Postanowiła więc ostatniego dnia pobytu w szkole, dorzucić trutkę do jedzenia na stołówce, mając pewność, że otruje wszystkich i od razu potem uciec. Tak właśnie się stało. Jedynie Ayumi i być może właściwy morderca Kim tego nie zjadł. Dlaczego? Z prostego powodu. Ayu nie była na stołówce, ponieważ zasnęła po lekcjach, ale morderca był tam i nie zjadł żadnej potrawy, gdyż od razu dostrzegł, że była otruta. Przynajmniej czarnowłosa miała taką nadzieję. Dopiero spostrzegła, że przecież to nie musi być prawda. Przystanęła i zaczęła wszystko analizować, ciężko dysząc. Popełniła błąd.. odkąd wyszła ze swojego pokoju, była śledzona. Gabinet pielęgniarki był w drugiej części szkoły, więc była tam nie całkiem sama, lecz z osobą, która ją śledziła. Nie zdążyła się odwrócić. Ktoś na nią skoczył. Zderzyła się z zimną podłogą.
- W końcu możemy się spotkać w cztery oczy, A-yu-mi-chan - usłyszała słodki, dziewczęcy głos. Jej ręka zaczęła drżeć. Dobrze znała ten głosik.
- Być może mnie nie pamiętasz.. ale to nie przeszkodzi mi w tym, by Cię zabić. Wręcz przeciwnie. Będziesz jednocześnie cierpiała i zastanawiała się, kim jestem i dlaczego chcę Cię zabić? - zaśmiała się, po czym rzuciła Ayumi na krzesło stojące pod ścianą i ją do niego przywiązała. Czarnowłosa próbowała opanować swoje ciało, które pragnęło zabić. Jak to działało? Ciało chciało, lecz dusza nie. Być może, resztki człowieczeństwa należące do Ayumi się właśnie odezwały?
- J-Jak to zrobiłaś? Przecież wtedy w klasie została tylko Kim..
- To było proste. Była tak zaabsorbowana szukaniem czegoś, że nawet mnie nie zauważyła. Na początku chciałam ją udusić, ale spostrzegłam, że Iris nie zabrała swojego noża.. Gdy już się jej pozbyłam, usłyszałam, że ktoś się zbliża, więc uciekłam. To była emocjonująca zabawa - w jej oczach można było dostrzec błysk. Charlotte, ta najspokojniejsza w grupie, właśnie okazała swoje prawdziwe oblicze. Ayu chciała sobie przypomnieć, kim, do jasnej cholery, była ta tajemnicza dziewczyna, i dlaczego jej tak nienawidzi?
- Posłuchaj.. naprawdę chcę wiedzieć, co Ci zrobiłam, ale Ty też musisz zdać sobie sprawę z tego, że całkowicie nie mam wspomnień z dzieciństwa. Kompletnie nic nie pamiętam z tego okresu, więc objaśnij mi to, proszę - zacisnęła pięści i spojrzała dziewczynie prosto w oczy.
- Chyba nie zrozumiałaś, co Ci przed chwilą powiedziałam.. - westchnęła. - Nazywam się Charlotte. Jestem tą, która w podstawówce kryła się w cieniu Amber, pamiętasz? - usiadła na podłodze, mając zamiar wszystko wyjaśnić Ayumi.
- Przecież Ci powiedziałam, że nie pamiętam nic z tamtego okresu - rozmawiając z dziewczyną, jednocześnie układała sobie plan. Nie chciała uwalniać drugiej siebie. Nie wiedziała, skąd wzięła się jej "druga strona", ale ostatnie sny jej to uświadamiały.
- Dobrze, w takim razie, nic nie będę Ci wyjaśniać. Pielęgniara może wrócić w każdej chwili - wstała, po czym zdjęła swój żakiet. Miała na sobie pas, w którym umieszczone było wiele noży. Wyciągnęła jeden z nich i podeszła nieco bliżej Ayumi. Czarnowłosa postanowiła, że w końcu pokaże, na co ją stać. Pokaże to, co kryje się pod maską pseudo "słabiutkiej" dziewczyny. Uwolniła swoje drugie ja i wrogo spojrzała na rozkojarzoną Charlotte. Poluzowała więzły i spokojnie wstała. Cicho westchnęła, po czym chwyciła do rąk nóż i - nie chcąc jej zabić - wbiła go delikatnie w brzuch dziewczyny. Na podłodze rozlała się krew. 
- Do zobaczenia, Cha-rlo-tte-chan - rzuciła na odchodne. Postanowiła, że powiadomi panią dyrektor o zatruciu większości uczniów, choć wszelkie podejrzenia mogą spaść wlaśnie na nią.

 _____________

Rozdział dodaję późno, przepraszam, ale mam po prostu mega dużo spraw na głowie.. w szkole projekt grupowy, więc muszę codziennie spotykać się ze znajomymi z klasy. Od 2 dni nie tykałam laptopa, a część tego rozdziału napisałam na telefonie. Choćbym nie wiem jak się starała, los jest przeciwko mnie.. to chyba tyle. Jesteście zaskoczeni tym, że Charlotte zamordowała Kim?

niedziela, 6 marca 2016

Chapter II - Pierwsza zbrodnia

"Bezwzględne zło wywołuje konieczność istnienia bezwzględnego dobra."
~Aldous Huxley


- Koniec zajęć - odetchnął z ulgą pan Farazowski, przecierając chustą czoło. Wszyscy wyszli. Prawie, jedynie Kim została w sali. Szukała czegoś, prawie płacząc. Widocznie to, co zgubiła, miało dla niej olbrzymią wartość. Wstała, oparła się o ścianę.
- Nie ma.. - szepnęła łamiącym się głosem. Przez swoje przemyślenia, nie zauważyła, że ktoś jest za nią. Nagle, olbrzymi ból przeszył całe jej ciało. Spojrzała na swój brzuch. Jej przedtem turkusowa bluzka nabrała szkarłatnego koloru, zaś wcześniej wspomnianą część ciała przebił na wylot nóż. Ta broń należała do Iris. Padła na ziemię. Krew rozlała się po całym pomieszczeniu. Usłyszała trzaśnięcie drzwiami. Sprawca uciekł.
- Zapomniałam zabrać swojego no~- Iris weszła do sali. Zauważyła leżącą ciemnowłosą na ziemi. Podbiegła do niej. Nim się spostrzegła, całe dłonie ubrudzone miała w czerwonej cieczy. Do pomieszczenia weszła Ayumi.
- Iris? Czy Ty.. - spytała, patrząc z daleka na tę jakże uroczą scenę.
- Nie! To nie tak! - wrzasnęła rudowłosa. Wiedziała, że teraz może wylecieć ze szkoły za coś, czego nie zrobiła. - Przysięgam! Ja.. wyjaśnię Ci wszystko!
- Iris, nic Ci to nie da. Zapamiętaj sobie tą lekcję. W życiu nie możesz okazywać uczuć oraz słabości, bo to Cię zgubi.
- Do jasnej cholery, ty idiotko.. - podniosła się. Wbiła w Ayumi groźny wzrok. Ruszyła na nią z pięściami. Pod wpływem prędkości, z jaką się poruszała, gumka zsunęła się z jej włosów. Skoczyła na czarnowłosą. Obie upadły na ziemię. Zaczęły się okładać, chociaż to Iris miała przewagę.
- Jeśli.. jeśli tak dalej pójdzie.. - w głowie czarnowłosej panował istny mętlik. Nie pragnęła nikogo zabijać, więc postanowiła, że tylko lekko ją poddusi. Chwyciła ją za szyję i ścisnęła nieco mocniej. Iris przestała ją okładać. Zaczęła tracić przytomność. Padła na ziemię. Ayumi ją puściła i pobiegła do pokoju. Nie mogła zrobić nic innego, bo podejrzenia padłyby właśnie na nią. Biegła, ile sił w nogach. Nagle, potknęła się. Zaczęła lecieć ku ziemi. Jednak nie poczuła nic, poza ciepłem cudzego ciała. Szerzej otworzyła oczy i spojrzała na osobę, która uratowała ją od zderzenia z twardym podłożem. Wcześniej go nie widziała, ale spostrzegła stojącą za nim Rozalię. Wstała, po czym paliła buraka, zrobiła z siebie kretynkę. To wcale nie był ruch godny doświadczonego zabójcy.
- Niezdara - stwierdziła Rozalia. Jej kąciki ust powędrowały ku górze.
- Zobaczyłaś ducha? - spytał Lysander.
Ayumi zignorowała tą dwójkę i poszła do pokoju. Gdy już tam weszła, osunęła się po ścianie i wszystko dokładnie przeanalizowała. Ktoś umarł w tak krótkim czasie. Iris wyglądała tak, jakby mówiła prawdę, więc kto mógł zamordować Kim? Czyżby istniała osoba, która ma zamiar zabijać wszystkich po kolei? Widocznie, wszystko było zaplanowane. Wcześniejsza kłótnia Kim i Iris dała mordercy do myślenia - jeśli upozorowałby zabójstwo Kim, wszelkie podejrzenia padłyby właśnie na Iris. Jednak nie pomyślał o udziale osób trzecich. Ayumi zjawiła się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Zacisnęła pięści, próbowała chociaż trochę wpaść na trop mordercy, ale jak? Nie mogła się tam udać. Podniosła się z podłogi i skierowała się ku łóżku. Padła na nie, momentalnie zasypiając.

Do sali weszła grupa uczniów. Wszyscy spojrzeli na ledwo żywą Iris i zmarłą Kim. Co mogli sobie pomyśleć? Że to Iris zamordowała. Dlaczego? To proste. Kim umarła, nóż należący do rudowłosej przebił jej ciało na wylot, zaś sama Iris leżała na ziemi. Mogła tam leżeć dlatego, że pod wpływem szarpaniny z Kim również doznała obrażeń. Została nakryta. Dyrektorka weszła do klasy i od razu do niej podeszła. Sprawdziła puls - żyła. Chociaż ona przeżyła. Tylko co teraz? Zostanie wydalona, czyż nie?
- Przykro mi, Iris - rzekła starsza kobieta. - Wszystko wskazuje tylko na jedno, zabiłaś. Zabiłaś i dałaś się nakryć, więc zostajesz wydalona jeszcze dzisiaj. Idź spakować swoje rzeczy.
- To nie ja zabiłam Kim! - wrzasnęła, pragnąc zrozumienia. Spojrzała na swoich znajomych z klasy. - Ktoś to upozorował!
- A czy to jest ważne? Przecież to nie jest profesjonalne, nie rozumiesz? Powinnaś pokazać, że jesteś dobrze wyszkoloną zabójczynią i tym bardziej nie dać się wrobić w cudzą zbrodnię - odparła oschle staruszka, po czym wyszła z pomieszczenia. Zrezygnowana dziewczyna, zmierzyła wszystkich mętnym wzrokiem i również wyszła. Miała czas do północy, aby się wyprowadzić. Poszła do swojego pokoju. Usiadła na fotelu i zaczęła myśleć. Kto mógł to zrobić? Tak czy siak, nie było już odwrotu, została wydalona. Wyjęła spod łóżka walizkę i zaczęła się pakować. Jej wzrok stał się całkiem inny, niż wcześniej. Było w nim widać gniew, oraz w dalszym ciągle psychiczną nutkę. Odstawiła walizkę na bok i związała włosy. Wyciągnęła kartkę z szuflady i coś na niej nabazgrała. Czekały ją jeszcze dwie lekcje w akademii, ale nie miała zamiaru na nie iść. Chwyciła walizkę i wyszła.

W klasie wszyscy siedzieli na swoich miejscach, widocznie zaniepokojeni. Mieli pewność, że to nie Iris zamordowała Kim. Ktoś, kto to zrobił, był wśród nich. Intrygowało ich to. Chcieli się dowiedzieć, jednak wiedzieli, że to nie będzie łatwe. Do sali weszła Ayumi. Wszyscy na nią spojrzeli.
- Tylko trzy osoby nie przyszły na poprzednią lekcję, kiedy Kim i Iris tutaj leżały - Nataniel zabrał głos. - To była Rozalia, Lysander oraz Ty, Ayumi.
Przez jej ciało przeszły dreszcze. Nataniel spojrzał na jej bluzkę. Była ubrudzona krwią, pod wpływem szarpaniny z Iris. Jak się teraz wytłumaczy? Wszyscy myślą, że to ona zabiła Kim i upozorowała to w taki sposób, że na Iris padły wszelkie podejrzenia. Wybiegła z pomieszczenia, nie chciała się jeszcze bardziej pogrążyć. Wpakowała się w to bagno, chociaż wcale tego nie chciała. Coś ją zatrzymało, a mianowicie, jej przemyślenia. To nie mogła być ani Rozalia, ani Lysander, ponieważ wtedy na nich wpadła. Miała tak wiele pytań, które pozostawały bez odpowiedzi. Osunęła się po ścianie, ciężko dysząc. To mógł być każdy. Każdy i nikt, ponieważ główne podejrzenia mogły nie padać na potencjalnego zabójcę. Poszła do swojego pokoju, by się przebrać.

Szła cichym krokiem. Miała zamiar wślizgnąć się niezauważona do klasy. Na jej twarzy malował się psychiczny uśmiech, a lekko podkręcone końcówki włosów wiały po wszystkich stronach. Weszła do sali. Każdy z osobna na nią spojrzał.
- Witajcie - rzekła, uśmiechając się słodko. - Nazywam się Melania, miło mi was poznać, mordercy - dodała, po czym skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Usiadła w wolnej ławce. Zaraz za nią, do klasy weszła Ayumi, która postanowiła nie dać się złamać. Podeszła do swojej ławki, którą zajęła Melania. Westchnęła zrezygnowana, i usiadła za nią. Brązowowłosa rozglądała się po klasie. W oko wpadł jej pewien chłopak, i skupiła się właśnie na nim. Ayumi spojrzała się na nią. Jej wzrok wręcz pożerał Nataniela. Przewróciła oczami i wyjęła z torby zeszyt. Do klasy weszła Rozalia, a za nią Lysander. Zajęli miejsca. Zapadła zupełna cisza.
- A więc, otwórzcie podręczniki na ostatnim temacie - nieugięta pani Delanay zabrała głos.
Zaczęły się zajęcia.

***

Powiem szczerze: Miałam trudność z napisaniem tego rozdziału. Po prostu zabrakło mi weny. Stanęłam w miejscu i nie potrafiłam napisać nic dalej. Dopiero przed chwilą skończyłam. To są istne wypociny.. Ech, no, nie ważne. Długością też nie grzeszy, ale starałam się, i chyba to jest najważniejsze ;)


piątek, 26 lutego 2016

Chapter I - Tajemnice skryte w mrokach czasoprzestrzeni


"Jest tak zajęty zaglądaniem w głąb drugiego człowieka, że nie widzi noża, który ten chowa za plecami"

---------------

Ayumi weszła do swojego pokoju. Zauważyła biało-włosą dziewczynę, która siedziała przy biurku i malowała sobie paznokcie.
- Kompletnie nie wygląda na zabójczynię - pomyślała, gdy nagle Rozalia zabrała głos:
- Nie myśl sobie, że tak łatwo jest się mnie pozbyć. Śmieszne.. - parsknęła, nawet nie patrząc Ayu w oczy. Czarno-włosa ją zignorowała i padła na łóżko.
- Ty z pewnością nie będziesz moim celem - Roza wstała, poprawiając włosy. - Nazywam się Rozalia. Nie chcę sobie niepotrzebnie mnożyć wrogów. Potrzebuję jedynie spokoju, by móc działać w ukryciu.
- Bezsens.. Nikt tu sobie nie ufa. Każdy jest dla siebie wrogiem. Skąd mogę mieć pewność, że nie zabijesz mnie w środku nocy? - spytała Ayumi, wpatrując się w sufit.
- Myśl co chcesz. Przypominam Ci, że w ogóle mnie nie znasz i nie możesz mnie oceniać po jednej rozmowie - wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami.
Czarno-włosa wstała. Zaczęła się bacznie rozglądać po pokoju.
- Tak jak myślałam.. - szepnęła. Wszędzie były porozmieszczane kamery. Zaczęła je zdejmować i wywalać za okno. Znowu usłyszała trzaśnięcie drzwiami. Myślała, że to Rozalia, więc zignorowała ów dźwięk. Potem usłyszała, że ktoś się do niej zbliża, więc szybko obejrzała się w stronę tej osoby.
- Hej, spokojnie - powiedziała rudo-włosa dziewczyna. Jej psychiczny uśmiech mówił za nią. Widać było, że zabija dla własnej przyjemności.
- Czego tutaj szukasz? Pomyliły Ci się pokoje? - Ayu zmarszczyła brwi, prześwietlając ją. Obserwowała każdy jej najdrobniejszy ruch.
- Nie - odparła. - Mam dla wszystkich powitalne ciasteczka.. - zaśmiała się.
- Śmieszna jesteś. Myślisz, że ktoś uwierzy w tą bajeczkę? Z pewnością są faszerowane po brzegi trucizną, prawda?
- Może i tak. Twoja strata, naprawdę dobrze piekę - postawiła mały koszyk na stoliku i wyszła z wielką reklamówką, w której z pewnością były kolejne upominki.
- Za chwilę odbędzie się spotkanie zapoznawcze w sali numer 2, na parterze. Liczę na to, że wszyscy się pojawią - z głośników wydobył się głos dyrektorki.
- Nigdzie nie idę - parsknęła Ayumi, padła na łóżko i momentalnie zasnęła.

- Czy wszyscy już są? - spytała pani dyrektor, głaszcząc psa i trzymając go w ramionach. Biedny, najwidoczniej mu się to nie podobało.
- Nie do końca. Połowy nie ma, jak mogłabyś zauważyć, starucho - odparł Kastiel siedzący na parapecie i wpatrujący się gdzieś w dal. Kto go zmusił do czegoś tak absurdalnego, jak szkoła dla zawodowych morderców? Tylko jego rodzice mogli to zrobić. Pragnął jedynie spokoju, a teraz w każdej chwili mógł zginąć.
Starsza kobieta westchnęła. Pomimo, iż uczniowie, którzy właśnie przebywali w szkole byli bardzo niebezpieczni, pragnęła się z nimi dogadać. Zrezygnowana, wyszła z klasy. Zdołała wymamrotać jedynie "Spotkanie uważam za zakończone". Wszyscy się zmyli. Prawie. Pozostawili Violettę w sali. Siadła na parapecie, na którym wcześniej siedział Kastiel. Jej powieki mimowolnie zaczęły opadać. Chciała jedynie zanurzyć się w błogim śnie, gdy nagle usłyszała kroki. Pragnęła coś zrobić, ale jej nogi były przybite do tego parapetu. Bała się. Okrutną prawdą było to, iż jest niczym dziewicza maszyna do zabijania, ponieważ jeszcze nigdy nikogo nie zabiła. "Maszyna do zabijania" to złe określenie wobec niej. Ujrzała długie, rozwiązane, rude włosy, przypominające ogień. Wirowały w powietrzu, niczym na wietrze. Violetta dopiero spostrzegła, iż okno jest otwarte i to dlatego. Rudo-włosa dziewczyna miała zwieszoną w dół głowę, a na jej twarzy malował się psychiczny uśmiech. Postawiła krok bliżej Violetty. Potem kolejny, i jeszcze jeden. Lekko uniosła głowę. Grzywka spłynęła jej na lewą część twarzy, a prawe oko wyłoniło się spod ów grzywki. Otwarte było do granic możliwości. Wyglądało to strasznie. Wyciągnęła przed siebie rękę. Fioletowo-włosa zesztywniała. Pisnęła. A jeśli Iris uznała, że to właśnie ona jest ofiarą?
- Mam coś dla Ciebie.. - Iris zaśmiała się psychicznie. - .. koszyk ze słodyczami! - uniosła głowę ku górze, zacisnęła oczy i słodko się uśmiechnęła.  Violetta lekko się zarumieniła i chwyciła swój prezent.
- D-Dziękuję - szepnęła. Wybiegła uradowana z pomieszczenia.


- Zrób to. Zabij ją.. - słyszała ciche szepty, nie dające jej choć chwili spokoju. Jej ręce zaczęły się trząść. Powędrowały w stronę szyi równie roztrzęsionej matki.
- Ayu! Przestań! - próbowała wyrwać się z uścisku dziecka, lecz nie potrafiła. Szok nią zawładnął. Jej mała córeczka, to niewinne dziecko, ono.. chciało zabić swoją jedyną rodzinę? Jej rączki coraz bardziej uciskały szyję kobiety. Zrobiła się sina i przestała walczyć. Jej ręce opadły na ziemię, a powieki wraz z nimi. Wydała z siebie ostatni syk, po czym przestała oddychać. Przerażone dziecko puściło zmarłą kobietę. Spojrzała na swoje ręce, od których wręcz biło przestępstwem. Ona zabiła człowieka. Zabiła kogoś, kto nie był niczemu winny, wręcz przeciwnie. Pobiegła do kuchni, wewnętrzny głos kazał jej to robić. Była bardzo podniecona. Chciała tylko zabijać. Tylko tego pragnęła - zabić kolejną osobę. Nagle, wcale nieobcy jej mężczyzna, przerzucił ją sobie przez ramię. Dziewczynka zaczęła walić go po plecach.
- Nóż.. - głos w jej głowie w dalszym ciągu nie ustawał. Dziecko chwyciło nóż leżący na blacie. Nim mężczyzna zdołał zorientować się, co Ayumi chce zrobić, było już za późno. Z jego pleców zaczęła lać się szkarłatna substancja. Nóż przebił go na wylot. Puścił dziecko. Upadł na ziemię.
- Ty.. mała morderczynio.. - wyszeptał ostatkami sił i.. i umarł. Zaś dziewczynka przyglądała się tej drastycznej scenie ze spokojem w oczach. Jej wcześniej śnieżnobiała sukienka ubabrana była krwią, zaś na rękach znajdowały się niewidzialne plamy wyrzutów sumienia. Pobiegła do łazienki. Zmyła to z siebie.. zmyła z siebie ostatki człowieczeństwa, ostatki uczuć, którymi niegdyś darzyła swoich rodziców.

Obudziła się. Z jej czoła ciekł pot. Rozejrzała się po pokoju. Odetchnęła z ulgą.
- Kurwa, co to miało być?! - wrzasnęła. Zerwała się z łóżka, a następnie pobiegła do łazienki. Zamknęła drzwi i zaczęła przemywać twarz lodowatą wodą. Co to był za sen? Co miał jej przekazać? Prawdą było to, iż nie pamiętała nic z okresu dzieciństwa. Tylko to jedno, jedyne uczucie - chęć niesienia mordu. Po chwili głębszych przemyśleń, otworzyła drzwi i wyszła z pokoju.


Przekroczył próg Słodkiego Amorisa. Zrobił to z niezwykle znudzoną miną. Rozejrzał się po korytarzu. Nie miał chęci na opisywanie owego miejsca. Wszędzie było.. szaro. Brakowało w nim kolorów, choć odrobiny życia. Od razu skierował się na drugie piętro, w poszukiwaniu swojego pokoju. Dość znacznie się spóźnił, ponieważ wszyscy uczniowie mieszkali od wczoraj w akademiku. Wszedł do odpowiedniego pokoju. Zobaczył rudo-włosego chłopaka leżącego na wcześniej wybranym przez siebie łóżku. Położył swoją walizkę w kącie pokoju.
- Więc.. jeśli tkniesz moją gitarę, urżnę Ci łeb. A jeśli tkniesz cokolwiek mojego, zamknę Cię w piwnicy i będę torturował - rzekł Kastiel, wpatrując się w sufit.
- Zrozumiałem, brzmi fajnie - odparł sarkastycznie Lysander.
- Nawet nie wiesz, jak fajnie sprawuje się w praktyce - rudzielec spojrzał z uśmieszkiem na biało-włosego.
Nagle, do pokoju weszła Iris.
- Wybacz Kas, pomyliłam drzwi - miała zamiar wejść, lecz Lysander przykuł jej uwagę.
- To może ja was zostawię samych? - Lys wyszedł, kierując się w stronę gabinetu dyrektorki.
Z drugiego końca korytarza słychać było krzyki. Jedno było pewne: zaraz mogła polać się krew. Awanturę nieznanych mu osób przerwał głos dyrektorki dobiegający z głośników:
- Wszystkie osoby z czarnej klasy mają obowiązek stawić się w sali numer 8 - wyłączyła mikrofon i spojrzała na monitoring. Przyglądała się wszystkiemu z uśmieszkiem na ustach.
Każdy po kolei wchodził do ustalonego miejsca. W końcu, wszyscy już byli w sali. Słychać było nerwowe stukanie palcem o ławkę, oraz stopą o podłogę. Ta krępująca cisza udzielała się każdemu. Nauczyciel chwycił kredę i zaczął pisać coś na tablicy. Wszyscy słyszeli tylko nieprzyjemny dźwięk wynikający z czynności, którą wykonywał pan Farazowski. Kim i Iris które siedziały na końcu, ciągle rozmawiały, a raczej krzyczały szeptem. W końcu, nauczyciel odchrząknął i postanowił im zwrócić uwagę, starając się nie ukazywać strachu, który panował wewnątrz niego, w końcu był zamknięty w sali z całą grupą zabójców.
- Może panienki przestałyby rozmawiać i skupiłyby się na lekcji? - spytał, ciągle pisząc na tablicy jakąś notatkę.
- No to niech pan zwróci uwagę tej flądrze! - wrzasnęła Kim, patrząc ze wściekłym wzrokiem na rudo-włosą.
- Przegięłaś, suko.. - Iris nagle wyciągnęła nóż, który wcześniej najwidoczniej trzymała pod zeszytem. Ciemnowłosa natychmiast zerwała się z miejsca i walnęła ją w twarz. Iris, która była z każdą sekundą coraz bardziej zdenerwowana, w tym momencie mogła zabić Kim i wylecieć ze szkoły, więc postanowiła poprzestać na bijatyce. Odłożyła nóż na ławkę i złapała ciemnowłosą za włosy. Farazowski bał się zareagować. Wszedł na biurko i nie zamierzał z niego schodzić. Jedynymi rozsądnymi okazali się być Ayumi i Nataniel, którzy natychmiast zerwali się z miejsc i pobiegli, by rozdzielić dziewczyny.
- Uspokójcie się! - wrzasnęła Ayu, odpychając jedną i drugą na przeciwne ściany. - Czy tak trudno zachować spokój chociaż jeden dzień?!
- Przegięłyście - rzekł Nataniel, podchodząc do nauczyciela i zapewniając go, że nikt nie ma zamiaru zrobić mu krzywdy. Farazowski zszedł z biurka i odłożył kredę, zaś Ayumi zdążyła już posadzić dwie furiatki na miejsca.
- P-Przepiszcie to - zająknął się, siadając na swoim krześle i próbując uspokoić oddech.
Znowu zapadła cisza, tym razem nikogo nie krępowała, wręcz przeciwnie.

***




niedziela, 21 lutego 2016

Prologue - Welcome to the black class

Szła ponurym chodnikiem, a jej mina idealnie komponowała się z tą ulicą. Była ona opuszczona. Tylko jeden, jedyny budynek był zaludniony, a mianowicie szkoła 'Słodki Amoris'. Urocza nazwa, prawda? Pchnęła wielką bramę i weszła. Na zewnątrz świeciło pustkami, ale czego można było się spodziewać po wyszkolonych zabójcach? Nigdy nie wiadomo, czy któryś nie wyskoczy zza drzewa i nie poderżnie Ci gardła, więc lepiej zachować czujność. Wyostrzyła swoje zmysły. Rozejrzała się wokół. Tam naprawdę nikogo nie było. Już nieco głośniej niż wcześniej, wypuściła powietrze. Nagle, usłyszała skrzypienie starej, zardzewiałej bramy. Odwróciła się z prędkością światła. Nie było tam nikogo. 
- Co za buda.. - powiedziała cicho, i w końcu weszła do środka budynku.
Na ścianie wisiała stara kartka papieru, na której pisało:
"2 piętro, sala numer 5". Zrezygnowana, skierowała się do miejsca spotkania. Gdy weszła do klasy, wszyscy już na nią czekali. Każdy miał ten sam, ponury wzrok i analizował drugą osobę, wykluczając to, iż może być ofiarą.
- Jesteś spóźniona - powiedział oschle nauczyciel, wskazując jej wzrokiem miejsce, na którym ma usiąść. Posłusznie, bez zbędnego zamieszania, usiadła. 
- Witam Czarną Klasę. Domyślam się, że wiecie po co tutaj jesteście. Musicie znaleźć ofiarę, która znajduje się pośród was i ją wyeliminować. Wiecie również, co jest nagrodą.. Przypominam wam, że aby ją uzyskać, musicie popełnić zbrodnię doskonałą. Jeżeli ktoś was nakryje, wylatujecie ze szkoły.
Zapadła cisza. Nikomu nie przeszkadzałoby odejście ze szkoły, gdyby nie to, że wtedy policja prawdopodobnie ich dopadnie i zgniją na dożywocie w więzieniu. Dlaczego? Nie jeden raz byli zmuszani do morderstw. Z pewnością, niektórzy zabijają dla przyjemności, a nawet z uzależnienia. Rozeszli się do swoich pokoi. Usłyszeli głos dyrektorki dobiegający z głośników, który mówił "Jutro zaczynamy zabawę".