"Dusza nie znałaby tęczy, gdyby oczy nie znały łez."
~John V. Cheney
Zaraz po lekcji z panem Farazowskim, miały nadejść zajęcia z panią Delanay. Wszyscy jej nienawidzili, każdy miał ku temu inny powód. Mam to gdzieś, nie idę na wykład do tej starej jędzy, Delanay, pomyślała Ayumi i poszła do pokoju. Kiedy weszła, zastała... wszystko kompletnie odmienione. Aż się przeżegnała, po czym padła na kolana. Na ścianie wisiał wielki plakat z Justinem Bieberem, oraz wiele innych rzeczy z nim związanych.
- Czy to zły sen?! - wrzasnęła, zakrywając oczy dłońmi. Podeszła do ściany i zdarła ów plakat, po czym wyrzuciła go za okno.
- Hej, co robisz! - krzyknęła Roza, podbiegając do niej. - Lecisz tam! No leć po niego!
- Pogięło Cię? Ja też mieszkam w tym pokoju! Nie chcę tu żadnych Dżastinów Biberów! - zaczęły się gromić wzrokiem. To była zacięta walka, ale Rozalia wygrała. - Niech Ci będzie, powypychaj sobie tymi plakatami szafę.
- Dobrze, ale teraz zejdź po mój ulubiony plakat na dół! - z dziką radością podbiegła do szafy i ją otworzyła z hukiem. Ayumi westchnęła i wyszła z zamiarem pójścia po plakat. Gdy już była w ogrodzie i się schyliła, ktoś mocno złapał ją za szyję. Zaczęła się krztusić. Mocno kopnęła ową osobę w krocze. Gdy się odwróciła, już nikogo nie było.
- Straciłam czujność.. nie mogę tutaj nikomu ufać - zgarnęła plakat i wbiegła do budynku.
- Iris, dlaczego Cię wydalają? - spytała niemalże płaczliwym głosem Violetta.
- Ktoś mnie wrobił w zabójstwo.. - odparła, chwytając fioletowowłosą za brodę. - A co?
- N-Nic..
- Jeszcze jedno. Nie jedz tych ciastek. Poza tym, nie ufaj tutaj nikomu.. o ile chcesz żyć - powiedziała, po czym wstała z krzesła, otrzepując się i przy tym wychodząc z pomieszczenia.
Na zewnątrz już czekał na nią tajemniczy, czarny samochód. Weszła do niego i odjechała. Violetta zacisnęła pięści i pobiegła do pokoju.
Ayumi wróciła do Rozalii z wcześniej wywalonym przez nią plakatem "Dżastina Bibera". Zrezygnowana, dała go białowłosej, po czym włożyła słuchawki do uszu i się położyła. Wnet poczuła, że ktoś nad nią stoi i zdziera gardło. Wyjęła jedną słuchawkę i spojrzała na rozwścieczoną Rozę, która opłakiwała plamkę na plakacie piosenkarza.
- Jak mogłaś mu to zrobić?! - wrzasnęła płaczliwie, wtulając w siebie ów papier.
- Daj już spokój.. to tylko głupi plakat. Poza tym, nie pogniewałabym się, gdyby na świecie zabrakło tego ćpuna - odparła, już wiedząc, na co się naraziła. Rozalia mocno zacisnęła pięści, już z zamiarem posłania Ayumi mocnej riposty, gdy nagle upadła.
- Co się stało? - czarnowłosa zerwała się z miejsca, rzucając na bok telefon. Pomimo wszystko, polubiła Rozalię, chociaż nie chciała tego okazywać. Położyła jej głowę na swoich kolanach i zgarnęła na bok włosy. Jej oczy się zaszkliły.
- Nie wiem.. strasznie rozbolał mnie brzuch - odpowiedziała bardzo cichym tonem Roza, trzymając się za obolałe miejsce.
- Chwila.. byłaś dzisiaj na stołówce? - spytała Ayu, marszcząc brwi. Właśnie na coś wpadła.
- Tak. Jedzenie smakowało jakoś dziwnie, ale wcale nie było takie złe - ciemnooka dotknęła czoła koleżanki, po czym powiedziała, żeby położyła się na łóżku i odpoczęła. Gdy Rozalia wykonała tę czynność, Ayumi wybiegła z pomieszczenia, rzucając jedynie krótkie "Zaraz wrócę". Wiedziała, o co może chodzić. Iris pierwszego dnia, przyniosła wszystkim ciastka. Niestety, wszyscy mordercy poza jedną Violettą wyrzucili podarunki od rudowłosej, nie kryjąc się z tym. Dobrze zrobili. Dziewczyna po prostu znała się na trutkach i chciała wszystkich otruć od razu, zdając czarną klasę. Niestety, ktoś wrobił ją w zabójstwo i nie miała czasu myśleć nad tym, kto to zrobił. Postanowiła więc ostatniego dnia pobytu w szkole, dorzucić trutkę do jedzenia na stołówce, mając pewność, że otruje wszystkich i od razu potem uciec. Tak właśnie się stało. Jedynie Ayumi i być może właściwy morderca Kim tego nie zjadł. Dlaczego? Z prostego powodu. Ayu nie była na stołówce, ponieważ zasnęła po lekcjach, ale morderca był tam i nie zjadł żadnej potrawy, gdyż od razu dostrzegł, że była otruta. Przynajmniej czarnowłosa miała taką nadzieję. Dopiero spostrzegła, że przecież to nie musi być prawda. Przystanęła i zaczęła wszystko analizować, ciężko dysząc. Popełniła błąd.. odkąd wyszła ze swojego pokoju, była śledzona. Gabinet pielęgniarki był w drugiej części szkoły, więc była tam nie całkiem sama, lecz z osobą, która ją śledziła. Nie zdążyła się odwrócić. Ktoś na nią skoczył. Zderzyła się z zimną podłogą.
- W końcu możemy się spotkać w cztery oczy, A-yu-mi-chan - usłyszała słodki, dziewczęcy głos. Jej ręka zaczęła drżeć. Dobrze znała ten głosik.
- Być może mnie nie pamiętasz.. ale to nie przeszkodzi mi w tym, by Cię zabić. Wręcz przeciwnie. Będziesz jednocześnie cierpiała i zastanawiała się, kim jestem i dlaczego chcę Cię zabić? - zaśmiała się, po czym rzuciła Ayumi na krzesło stojące pod ścianą i ją do niego przywiązała. Czarnowłosa próbowała opanować swoje ciało, które pragnęło zabić. Jak to działało? Ciało chciało, lecz dusza nie. Być może, resztki człowieczeństwa należące do Ayumi się właśnie odezwały?
- J-Jak to zrobiłaś? Przecież wtedy w klasie została tylko Kim..
- To było proste. Była tak zaabsorbowana szukaniem czegoś, że nawet mnie nie zauważyła. Na początku chciałam ją udusić, ale spostrzegłam, że Iris nie zabrała swojego noża.. Gdy już się jej pozbyłam, usłyszałam, że ktoś się zbliża, więc uciekłam. To była emocjonująca zabawa - w jej oczach można było dostrzec błysk. Charlotte, ta najspokojniejsza w grupie, właśnie okazała swoje prawdziwe oblicze. Ayu chciała sobie przypomnieć, kim, do jasnej cholery, była ta tajemnicza dziewczyna, i dlaczego jej tak nienawidzi?
- Posłuchaj.. naprawdę chcę wiedzieć, co Ci zrobiłam, ale Ty też musisz zdać sobie sprawę z tego, że całkowicie nie mam wspomnień z dzieciństwa. Kompletnie nic nie pamiętam z tego okresu, więc objaśnij mi to, proszę - zacisnęła pięści i spojrzała dziewczynie prosto w oczy.
- Chyba nie zrozumiałaś, co Ci przed chwilą powiedziałam.. - westchnęła. - Nazywam się Charlotte. Jestem tą, która w podstawówce kryła się w cieniu Amber, pamiętasz? - usiadła na podłodze, mając zamiar wszystko wyjaśnić Ayumi.
- Przecież Ci powiedziałam, że nie pamiętam nic z tamtego okresu - rozmawiając z dziewczyną, jednocześnie układała sobie plan. Nie chciała uwalniać drugiej siebie. Nie wiedziała, skąd wzięła się jej "druga strona", ale ostatnie sny jej to uświadamiały.
- Dobrze, w takim razie, nic nie będę Ci wyjaśniać. Pielęgniara może wrócić w każdej chwili - wstała, po czym zdjęła swój żakiet. Miała na sobie pas, w którym umieszczone było wiele noży. Wyciągnęła jeden z nich i podeszła nieco bliżej Ayumi. Czarnowłosa postanowiła, że w końcu pokaże, na co ją stać. Pokaże to, co kryje się pod maską pseudo "słabiutkiej" dziewczyny. Uwolniła swoje drugie ja i wrogo spojrzała na rozkojarzoną Charlotte. Poluzowała więzły i spokojnie wstała. Cicho westchnęła, po czym chwyciła do rąk nóż i - nie chcąc jej zabić - wbiła go delikatnie w brzuch dziewczyny. Na podłodze rozlała się krew.
- Dobrze, ale teraz zejdź po mój ulubiony plakat na dół! - z dziką radością podbiegła do szafy i ją otworzyła z hukiem. Ayumi westchnęła i wyszła z zamiarem pójścia po plakat. Gdy już była w ogrodzie i się schyliła, ktoś mocno złapał ją za szyję. Zaczęła się krztusić. Mocno kopnęła ową osobę w krocze. Gdy się odwróciła, już nikogo nie było.
- Straciłam czujność.. nie mogę tutaj nikomu ufać - zgarnęła plakat i wbiegła do budynku.
- Iris, dlaczego Cię wydalają? - spytała niemalże płaczliwym głosem Violetta.
- Ktoś mnie wrobił w zabójstwo.. - odparła, chwytając fioletowowłosą za brodę. - A co?
- N-Nic..
- Jeszcze jedno. Nie jedz tych ciastek. Poza tym, nie ufaj tutaj nikomu.. o ile chcesz żyć - powiedziała, po czym wstała z krzesła, otrzepując się i przy tym wychodząc z pomieszczenia.
Na zewnątrz już czekał na nią tajemniczy, czarny samochód. Weszła do niego i odjechała. Violetta zacisnęła pięści i pobiegła do pokoju.
Ayumi wróciła do Rozalii z wcześniej wywalonym przez nią plakatem "Dżastina Bibera". Zrezygnowana, dała go białowłosej, po czym włożyła słuchawki do uszu i się położyła. Wnet poczuła, że ktoś nad nią stoi i zdziera gardło. Wyjęła jedną słuchawkę i spojrzała na rozwścieczoną Rozę, która opłakiwała plamkę na plakacie piosenkarza.
- Jak mogłaś mu to zrobić?! - wrzasnęła płaczliwie, wtulając w siebie ów papier.
- Daj już spokój.. to tylko głupi plakat. Poza tym, nie pogniewałabym się, gdyby na świecie zabrakło tego ćpuna - odparła, już wiedząc, na co się naraziła. Rozalia mocno zacisnęła pięści, już z zamiarem posłania Ayumi mocnej riposty, gdy nagle upadła.
- Co się stało? - czarnowłosa zerwała się z miejsca, rzucając na bok telefon. Pomimo wszystko, polubiła Rozalię, chociaż nie chciała tego okazywać. Położyła jej głowę na swoich kolanach i zgarnęła na bok włosy. Jej oczy się zaszkliły.
- Nie wiem.. strasznie rozbolał mnie brzuch - odpowiedziała bardzo cichym tonem Roza, trzymając się za obolałe miejsce.
- Chwila.. byłaś dzisiaj na stołówce? - spytała Ayu, marszcząc brwi. Właśnie na coś wpadła.
- Tak. Jedzenie smakowało jakoś dziwnie, ale wcale nie było takie złe - ciemnooka dotknęła czoła koleżanki, po czym powiedziała, żeby położyła się na łóżku i odpoczęła. Gdy Rozalia wykonała tę czynność, Ayumi wybiegła z pomieszczenia, rzucając jedynie krótkie "Zaraz wrócę". Wiedziała, o co może chodzić. Iris pierwszego dnia, przyniosła wszystkim ciastka. Niestety, wszyscy mordercy poza jedną Violettą wyrzucili podarunki od rudowłosej, nie kryjąc się z tym. Dobrze zrobili. Dziewczyna po prostu znała się na trutkach i chciała wszystkich otruć od razu, zdając czarną klasę. Niestety, ktoś wrobił ją w zabójstwo i nie miała czasu myśleć nad tym, kto to zrobił. Postanowiła więc ostatniego dnia pobytu w szkole, dorzucić trutkę do jedzenia na stołówce, mając pewność, że otruje wszystkich i od razu potem uciec. Tak właśnie się stało. Jedynie Ayumi i być może właściwy morderca Kim tego nie zjadł. Dlaczego? Z prostego powodu. Ayu nie była na stołówce, ponieważ zasnęła po lekcjach, ale morderca był tam i nie zjadł żadnej potrawy, gdyż od razu dostrzegł, że była otruta. Przynajmniej czarnowłosa miała taką nadzieję. Dopiero spostrzegła, że przecież to nie musi być prawda. Przystanęła i zaczęła wszystko analizować, ciężko dysząc. Popełniła błąd.. odkąd wyszła ze swojego pokoju, była śledzona. Gabinet pielęgniarki był w drugiej części szkoły, więc była tam nie całkiem sama, lecz z osobą, która ją śledziła. Nie zdążyła się odwrócić. Ktoś na nią skoczył. Zderzyła się z zimną podłogą.
- W końcu możemy się spotkać w cztery oczy, A-yu-mi-chan - usłyszała słodki, dziewczęcy głos. Jej ręka zaczęła drżeć. Dobrze znała ten głosik.
- Być może mnie nie pamiętasz.. ale to nie przeszkodzi mi w tym, by Cię zabić. Wręcz przeciwnie. Będziesz jednocześnie cierpiała i zastanawiała się, kim jestem i dlaczego chcę Cię zabić? - zaśmiała się, po czym rzuciła Ayumi na krzesło stojące pod ścianą i ją do niego przywiązała. Czarnowłosa próbowała opanować swoje ciało, które pragnęło zabić. Jak to działało? Ciało chciało, lecz dusza nie. Być może, resztki człowieczeństwa należące do Ayumi się właśnie odezwały?
- J-Jak to zrobiłaś? Przecież wtedy w klasie została tylko Kim..
- To było proste. Była tak zaabsorbowana szukaniem czegoś, że nawet mnie nie zauważyła. Na początku chciałam ją udusić, ale spostrzegłam, że Iris nie zabrała swojego noża.. Gdy już się jej pozbyłam, usłyszałam, że ktoś się zbliża, więc uciekłam. To była emocjonująca zabawa - w jej oczach można było dostrzec błysk. Charlotte, ta najspokojniejsza w grupie, właśnie okazała swoje prawdziwe oblicze. Ayu chciała sobie przypomnieć, kim, do jasnej cholery, była ta tajemnicza dziewczyna, i dlaczego jej tak nienawidzi?
- Posłuchaj.. naprawdę chcę wiedzieć, co Ci zrobiłam, ale Ty też musisz zdać sobie sprawę z tego, że całkowicie nie mam wspomnień z dzieciństwa. Kompletnie nic nie pamiętam z tego okresu, więc objaśnij mi to, proszę - zacisnęła pięści i spojrzała dziewczynie prosto w oczy.
- Chyba nie zrozumiałaś, co Ci przed chwilą powiedziałam.. - westchnęła. - Nazywam się Charlotte. Jestem tą, która w podstawówce kryła się w cieniu Amber, pamiętasz? - usiadła na podłodze, mając zamiar wszystko wyjaśnić Ayumi.
- Przecież Ci powiedziałam, że nie pamiętam nic z tamtego okresu - rozmawiając z dziewczyną, jednocześnie układała sobie plan. Nie chciała uwalniać drugiej siebie. Nie wiedziała, skąd wzięła się jej "druga strona", ale ostatnie sny jej to uświadamiały.
- Dobrze, w takim razie, nic nie będę Ci wyjaśniać. Pielęgniara może wrócić w każdej chwili - wstała, po czym zdjęła swój żakiet. Miała na sobie pas, w którym umieszczone było wiele noży. Wyciągnęła jeden z nich i podeszła nieco bliżej Ayumi. Czarnowłosa postanowiła, że w końcu pokaże, na co ją stać. Pokaże to, co kryje się pod maską pseudo "słabiutkiej" dziewczyny. Uwolniła swoje drugie ja i wrogo spojrzała na rozkojarzoną Charlotte. Poluzowała więzły i spokojnie wstała. Cicho westchnęła, po czym chwyciła do rąk nóż i - nie chcąc jej zabić - wbiła go delikatnie w brzuch dziewczyny. Na podłodze rozlała się krew.
- Do zobaczenia, Cha-rlo-tte-chan - rzuciła na odchodne. Postanowiła, że powiadomi panią dyrektor o zatruciu większości uczniów, choć wszelkie podejrzenia mogą spaść wlaśnie na nią.
_____________
Rozdział dodaję późno, przepraszam, ale mam po prostu mega dużo spraw na głowie.. w szkole projekt grupowy, więc muszę codziennie spotykać się ze znajomymi z klasy. Od 2 dni nie tykałam laptopa, a część tego rozdziału napisałam na telefonie. Choćbym nie wiem jak się starała, los jest przeciwko mnie.. to chyba tyle. Jesteście zaskoczeni tym, że Charlotte zamordowała Kim?

