piątek, 26 lutego 2016

Chapter I - Tajemnice skryte w mrokach czasoprzestrzeni


"Jest tak zajęty zaglądaniem w głąb drugiego człowieka, że nie widzi noża, który ten chowa za plecami"

---------------

Ayumi weszła do swojego pokoju. Zauważyła biało-włosą dziewczynę, która siedziała przy biurku i malowała sobie paznokcie.
- Kompletnie nie wygląda na zabójczynię - pomyślała, gdy nagle Rozalia zabrała głos:
- Nie myśl sobie, że tak łatwo jest się mnie pozbyć. Śmieszne.. - parsknęła, nawet nie patrząc Ayu w oczy. Czarno-włosa ją zignorowała i padła na łóżko.
- Ty z pewnością nie będziesz moim celem - Roza wstała, poprawiając włosy. - Nazywam się Rozalia. Nie chcę sobie niepotrzebnie mnożyć wrogów. Potrzebuję jedynie spokoju, by móc działać w ukryciu.
- Bezsens.. Nikt tu sobie nie ufa. Każdy jest dla siebie wrogiem. Skąd mogę mieć pewność, że nie zabijesz mnie w środku nocy? - spytała Ayumi, wpatrując się w sufit.
- Myśl co chcesz. Przypominam Ci, że w ogóle mnie nie znasz i nie możesz mnie oceniać po jednej rozmowie - wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami.
Czarno-włosa wstała. Zaczęła się bacznie rozglądać po pokoju.
- Tak jak myślałam.. - szepnęła. Wszędzie były porozmieszczane kamery. Zaczęła je zdejmować i wywalać za okno. Znowu usłyszała trzaśnięcie drzwiami. Myślała, że to Rozalia, więc zignorowała ów dźwięk. Potem usłyszała, że ktoś się do niej zbliża, więc szybko obejrzała się w stronę tej osoby.
- Hej, spokojnie - powiedziała rudo-włosa dziewczyna. Jej psychiczny uśmiech mówił za nią. Widać było, że zabija dla własnej przyjemności.
- Czego tutaj szukasz? Pomyliły Ci się pokoje? - Ayu zmarszczyła brwi, prześwietlając ją. Obserwowała każdy jej najdrobniejszy ruch.
- Nie - odparła. - Mam dla wszystkich powitalne ciasteczka.. - zaśmiała się.
- Śmieszna jesteś. Myślisz, że ktoś uwierzy w tą bajeczkę? Z pewnością są faszerowane po brzegi trucizną, prawda?
- Może i tak. Twoja strata, naprawdę dobrze piekę - postawiła mały koszyk na stoliku i wyszła z wielką reklamówką, w której z pewnością były kolejne upominki.
- Za chwilę odbędzie się spotkanie zapoznawcze w sali numer 2, na parterze. Liczę na to, że wszyscy się pojawią - z głośników wydobył się głos dyrektorki.
- Nigdzie nie idę - parsknęła Ayumi, padła na łóżko i momentalnie zasnęła.

- Czy wszyscy już są? - spytała pani dyrektor, głaszcząc psa i trzymając go w ramionach. Biedny, najwidoczniej mu się to nie podobało.
- Nie do końca. Połowy nie ma, jak mogłabyś zauważyć, starucho - odparł Kastiel siedzący na parapecie i wpatrujący się gdzieś w dal. Kto go zmusił do czegoś tak absurdalnego, jak szkoła dla zawodowych morderców? Tylko jego rodzice mogli to zrobić. Pragnął jedynie spokoju, a teraz w każdej chwili mógł zginąć.
Starsza kobieta westchnęła. Pomimo, iż uczniowie, którzy właśnie przebywali w szkole byli bardzo niebezpieczni, pragnęła się z nimi dogadać. Zrezygnowana, wyszła z klasy. Zdołała wymamrotać jedynie "Spotkanie uważam za zakończone". Wszyscy się zmyli. Prawie. Pozostawili Violettę w sali. Siadła na parapecie, na którym wcześniej siedział Kastiel. Jej powieki mimowolnie zaczęły opadać. Chciała jedynie zanurzyć się w błogim śnie, gdy nagle usłyszała kroki. Pragnęła coś zrobić, ale jej nogi były przybite do tego parapetu. Bała się. Okrutną prawdą było to, iż jest niczym dziewicza maszyna do zabijania, ponieważ jeszcze nigdy nikogo nie zabiła. "Maszyna do zabijania" to złe określenie wobec niej. Ujrzała długie, rozwiązane, rude włosy, przypominające ogień. Wirowały w powietrzu, niczym na wietrze. Violetta dopiero spostrzegła, iż okno jest otwarte i to dlatego. Rudo-włosa dziewczyna miała zwieszoną w dół głowę, a na jej twarzy malował się psychiczny uśmiech. Postawiła krok bliżej Violetty. Potem kolejny, i jeszcze jeden. Lekko uniosła głowę. Grzywka spłynęła jej na lewą część twarzy, a prawe oko wyłoniło się spod ów grzywki. Otwarte było do granic możliwości. Wyglądało to strasznie. Wyciągnęła przed siebie rękę. Fioletowo-włosa zesztywniała. Pisnęła. A jeśli Iris uznała, że to właśnie ona jest ofiarą?
- Mam coś dla Ciebie.. - Iris zaśmiała się psychicznie. - .. koszyk ze słodyczami! - uniosła głowę ku górze, zacisnęła oczy i słodko się uśmiechnęła.  Violetta lekko się zarumieniła i chwyciła swój prezent.
- D-Dziękuję - szepnęła. Wybiegła uradowana z pomieszczenia.


- Zrób to. Zabij ją.. - słyszała ciche szepty, nie dające jej choć chwili spokoju. Jej ręce zaczęły się trząść. Powędrowały w stronę szyi równie roztrzęsionej matki.
- Ayu! Przestań! - próbowała wyrwać się z uścisku dziecka, lecz nie potrafiła. Szok nią zawładnął. Jej mała córeczka, to niewinne dziecko, ono.. chciało zabić swoją jedyną rodzinę? Jej rączki coraz bardziej uciskały szyję kobiety. Zrobiła się sina i przestała walczyć. Jej ręce opadły na ziemię, a powieki wraz z nimi. Wydała z siebie ostatni syk, po czym przestała oddychać. Przerażone dziecko puściło zmarłą kobietę. Spojrzała na swoje ręce, od których wręcz biło przestępstwem. Ona zabiła człowieka. Zabiła kogoś, kto nie był niczemu winny, wręcz przeciwnie. Pobiegła do kuchni, wewnętrzny głos kazał jej to robić. Była bardzo podniecona. Chciała tylko zabijać. Tylko tego pragnęła - zabić kolejną osobę. Nagle, wcale nieobcy jej mężczyzna, przerzucił ją sobie przez ramię. Dziewczynka zaczęła walić go po plecach.
- Nóż.. - głos w jej głowie w dalszym ciągu nie ustawał. Dziecko chwyciło nóż leżący na blacie. Nim mężczyzna zdołał zorientować się, co Ayumi chce zrobić, było już za późno. Z jego pleców zaczęła lać się szkarłatna substancja. Nóż przebił go na wylot. Puścił dziecko. Upadł na ziemię.
- Ty.. mała morderczynio.. - wyszeptał ostatkami sił i.. i umarł. Zaś dziewczynka przyglądała się tej drastycznej scenie ze spokojem w oczach. Jej wcześniej śnieżnobiała sukienka ubabrana była krwią, zaś na rękach znajdowały się niewidzialne plamy wyrzutów sumienia. Pobiegła do łazienki. Zmyła to z siebie.. zmyła z siebie ostatki człowieczeństwa, ostatki uczuć, którymi niegdyś darzyła swoich rodziców.

Obudziła się. Z jej czoła ciekł pot. Rozejrzała się po pokoju. Odetchnęła z ulgą.
- Kurwa, co to miało być?! - wrzasnęła. Zerwała się z łóżka, a następnie pobiegła do łazienki. Zamknęła drzwi i zaczęła przemywać twarz lodowatą wodą. Co to był za sen? Co miał jej przekazać? Prawdą było to, iż nie pamiętała nic z okresu dzieciństwa. Tylko to jedno, jedyne uczucie - chęć niesienia mordu. Po chwili głębszych przemyśleń, otworzyła drzwi i wyszła z pokoju.


Przekroczył próg Słodkiego Amorisa. Zrobił to z niezwykle znudzoną miną. Rozejrzał się po korytarzu. Nie miał chęci na opisywanie owego miejsca. Wszędzie było.. szaro. Brakowało w nim kolorów, choć odrobiny życia. Od razu skierował się na drugie piętro, w poszukiwaniu swojego pokoju. Dość znacznie się spóźnił, ponieważ wszyscy uczniowie mieszkali od wczoraj w akademiku. Wszedł do odpowiedniego pokoju. Zobaczył rudo-włosego chłopaka leżącego na wcześniej wybranym przez siebie łóżku. Położył swoją walizkę w kącie pokoju.
- Więc.. jeśli tkniesz moją gitarę, urżnę Ci łeb. A jeśli tkniesz cokolwiek mojego, zamknę Cię w piwnicy i będę torturował - rzekł Kastiel, wpatrując się w sufit.
- Zrozumiałem, brzmi fajnie - odparł sarkastycznie Lysander.
- Nawet nie wiesz, jak fajnie sprawuje się w praktyce - rudzielec spojrzał z uśmieszkiem na biało-włosego.
Nagle, do pokoju weszła Iris.
- Wybacz Kas, pomyliłam drzwi - miała zamiar wejść, lecz Lysander przykuł jej uwagę.
- To może ja was zostawię samych? - Lys wyszedł, kierując się w stronę gabinetu dyrektorki.
Z drugiego końca korytarza słychać było krzyki. Jedno było pewne: zaraz mogła polać się krew. Awanturę nieznanych mu osób przerwał głos dyrektorki dobiegający z głośników:
- Wszystkie osoby z czarnej klasy mają obowiązek stawić się w sali numer 8 - wyłączyła mikrofon i spojrzała na monitoring. Przyglądała się wszystkiemu z uśmieszkiem na ustach.
Każdy po kolei wchodził do ustalonego miejsca. W końcu, wszyscy już byli w sali. Słychać było nerwowe stukanie palcem o ławkę, oraz stopą o podłogę. Ta krępująca cisza udzielała się każdemu. Nauczyciel chwycił kredę i zaczął pisać coś na tablicy. Wszyscy słyszeli tylko nieprzyjemny dźwięk wynikający z czynności, którą wykonywał pan Farazowski. Kim i Iris które siedziały na końcu, ciągle rozmawiały, a raczej krzyczały szeptem. W końcu, nauczyciel odchrząknął i postanowił im zwrócić uwagę, starając się nie ukazywać strachu, który panował wewnątrz niego, w końcu był zamknięty w sali z całą grupą zabójców.
- Może panienki przestałyby rozmawiać i skupiłyby się na lekcji? - spytał, ciągle pisząc na tablicy jakąś notatkę.
- No to niech pan zwróci uwagę tej flądrze! - wrzasnęła Kim, patrząc ze wściekłym wzrokiem na rudo-włosą.
- Przegięłaś, suko.. - Iris nagle wyciągnęła nóż, który wcześniej najwidoczniej trzymała pod zeszytem. Ciemnowłosa natychmiast zerwała się z miejsca i walnęła ją w twarz. Iris, która była z każdą sekundą coraz bardziej zdenerwowana, w tym momencie mogła zabić Kim i wylecieć ze szkoły, więc postanowiła poprzestać na bijatyce. Odłożyła nóż na ławkę i złapała ciemnowłosą za włosy. Farazowski bał się zareagować. Wszedł na biurko i nie zamierzał z niego schodzić. Jedynymi rozsądnymi okazali się być Ayumi i Nataniel, którzy natychmiast zerwali się z miejsc i pobiegli, by rozdzielić dziewczyny.
- Uspokójcie się! - wrzasnęła Ayu, odpychając jedną i drugą na przeciwne ściany. - Czy tak trudno zachować spokój chociaż jeden dzień?!
- Przegięłyście - rzekł Nataniel, podchodząc do nauczyciela i zapewniając go, że nikt nie ma zamiaru zrobić mu krzywdy. Farazowski zszedł z biurka i odłożył kredę, zaś Ayumi zdążyła już posadzić dwie furiatki na miejsca.
- P-Przepiszcie to - zająknął się, siadając na swoim krześle i próbując uspokoić oddech.
Znowu zapadła cisza, tym razem nikogo nie krępowała, wręcz przeciwnie.

***




5 komentarzy:

  1. To opowoadanie bardzo mi się podoba, a Iris w roli psychopatki! Po prostu super!
    Wybacz, że ten komentarz mało ambitny, ale aktualnie moja wena się wyczerpała... dobrze, że zrobiła to po napisaniu rozdziału!
    *Uśmiecha się niezręcznie wskazuje palcem na monitor*
    Podoba mi się Twój styl pisania, ciekawa jestem też jakby to wyglądało w narracji pierwszoosobowej.
    Jestem ciekawa dalszego rozwoju wydarzeń, niezmiernie mnie ciekawi co się dalej wydarzy.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę pocieszyłaś mnie tym komentarzem. Myślałam, że rozdział wyszedł okropnie, a jednak komuś się podoba, więc jest dobrze :D Może kiedyś napiszę tu coś w narracji pierwszoosobowej, nie wątpię. Iris w roli psychopatki to naprawdę coś cudownego *^* Wow, ja na to wpadłam.. aż ciężko uwierzyć xD
      Dziękuję za wenę i również pozdrawiam!

      Usuń
  2. Rozdział nie do opisania( oczywiście takii super xd). Bardzo podoba mi się ogólna fabuła twojego opowiadania. Jest taka ciekawa, słodki amoris miejsce dla morderców... Z niecierpliwością czekam na next. Pozdrawiam i życzę duuużo weny (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie komentarze naprawdę motywują mnie do pisania. Cieszę się, że Ci się podoba. Kolejny rozdział pojawi się w piątek, postaram się dodawać regularnie ;) Dziękuję za wenę!
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Witaj, zostałaś nominowana przeze mnie do Lba, więcej szczegółów znajdziesz tutaj: http://sweetandbitterlove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń